czwartek, 28 października 2010

środa, 27 października 2010

Rozmowa

On dzisiaj kazał jej powiedzieć, co z nim będzie.

Ona kazała mu się zastanowić nad tym, co on mówi i rozgraniczyć to, co potrzebuje od tego, czego chce.

On twierdzi, że dalej ona sobie stwarza problemy i nie potrafi jej zrozumieć, dlaczego ona wyjechała.

Ona dzisiaj jest nad nim, trochę się nad nim pastwi, wyrzuca wszystko, co leży jej na sercu, trochę lepiej się z tym czuje. Powiedziała jemu, że jeśli nie nauczy się jej szanować i rozumieć nie mają, o czym rozmawiać.

On nie wie, o czym ona mówi.

Ona jest chora, dostała zastrzyki w dupę i musi się uczyć, bo ostatnia poprawka w sobotę ją czeka.

On chyba dzisiaj nie był w pracy.

wtorek, 26 października 2010

Oni

On jeszcze dzisiaj myślał, że ona wróci i wszystko będzie dobrze...

Ona jest przepełniona wyrzutami, żalem, ale i nadzieją, że może kiedyś wszystko się ułoży… Wróciła do domu ostatni raz...

On jej dzisiaj napisał, że tęskni i prosi o wyjaśnienie, o pokazanie jego błędów, pyta czy na pewno ona nie jest w Warszawie...

Ona nie ma siły... by żyć... by płakać...

On ciągle ufa Bogu...

poniedziałek, 25 października 2010

On i ona

On... 28 letni mężczyzna, pełen nadziei i wiary, z nikłą szansą na normalne życie. Z cieniem lęku za plecami. Ona egoistka, nie chce mu pomóc, chowa się przed samą sobą.

Tyle żalu jest we mnie tyle smutku. Musiałam uciec, dać mu wolność, pozwolić by ułożył sobie życie tak jak chce to zrobić. A mnie po prostu rozpierdala od środka… rozrywa, tak jak narkoman czuje się na głodzie, lub alkoholik gdy zatruje się alkoholem. Wszystko mi jedno, co się ze mną stanie, tylko żeby już tego czegoś nie czuć. Rozjebało mnie na milion różnych kawałków, muszę czuć czyjaś obecność obok siebie, ktoś chodzi, ktoś żyje, bo ja mam problemy z tym żeby wstać i się umyć, jeść nie jem, pić nie pije, bo jest jeszcze gorzej bo to coś w środku nie pozwala mi żyć. Od czasu do czasu zwymiotuje... i te piekące, spuchnięte oczy, mam ochotę je wydłubać widelcem. Nienawidzę siebie.

Pierdolona ze mnie egoistka, musiałam uciekać, zostawić go, samego na pastwę losu…Przecież on nigdy nie zrobił mi krzywdy...

On... on zawsze miał nadzieję, że dam mu ślub, papiery, że będzie mógł żyć normalnie i co najważniejsze żyć godnie, jak biały człowiek. Że skończy z pchaniem wózków pod dzielnicowym supermarketem, że nie będzie musiał posługiwać się dokumentami kolegi, który ma to szczęście że znalazł Polkę, która mu pomogła. Tak wygląda w skrócie życie każdego czarnego kolesia w Warszawie. Od czasu do czasu by kupić kurczaka i kasze manną idzie na stadion sprzedać kradzioną parę Jansów.

Ona... ona kiedyś lubiła słuchać Myslovitz "Chciałbym umrzeć z miłości". Teraz umiera i wie że to najgorsza śmierć jaką można sobie wybrać.

Oni... Im ciężko było się dogadać, bo bariera językowa to duży problem, ale oboje się starali, potrafili rozumieć się bez słow. On dla niej wszystko, a ona wszystko brała… On mówił że na zawsze jest w jego sercu, a ona że go kocha i że jest jej małym chłopczykiem, co go bardzo denerwowało, bo przecież on wcale taki mały nie był... Ona była wolna, on jej na wszystko pozwalał. Oni kochali z sobą spać, bo wtedy nie było ani jej ani jego… Podobnie jak teraz...